Zmotywowani czy zainspirowani?

Joanna Wilk

Joanna Wilk

,,Umiejętność komunikowania się, stała się w dzisiejszym świecie towarem, za który gotów jestem płacić więcej, niż za jakikolwiek inny”
John D. Rockefeller

Galopujący rozwój technologii pociąga za sobą szereg zmian w sposobach funkcjonowania firm oraz sposobach zarządzania. Coraz więcej menadżerów czuje, że stare metody nie sprawdzają się w nowych warunkach i szuka pomocy wśród ekspertów. W wielu poradnikach, książkach, wykładach z dziedziny psychologii biznesu, przewija się od lat zagadnienie dotyczące sposobu motywowania pracowników. Bazując na tej wiedzy firmy próbują wprowadzać coraz to nowe “programy motywacyjne”.

Z lekkim niepokojem przyglądam się niektórym z nich, ponieważ słowo motywacja powoduje u mnie wzmożoną czujność. Dlaczego? Łatwo bowiem, zwłaszcza stosując starą szkołę zarządzania, pomylić motywowanie z manipulowaniem ukierunkowanym na z góry założony cel.

Tymczasem w kontekście zmian w kulturze zarządzania, jakie obecnie obserwujemy, dobrze byłoby, aby programy nastawione na człowieka w organizacji zaczęły zmierzać w stronę inspiracji, zamiast sztucznego wywierania wpływu.

Photo by Tim Marshall on Unsplash

Takie podejście będzie wymagało jednak zmian w świadomości kadry menadżerskiej. Pozwolą one na stworzenie pracownikom przestrzeni do uwolnienia ich kreatywnego potencjału. Jakimi cechami zatem powinien wyróżniać się charyzmatyczny menadżer? W moim odczuciu są to:

  • realna znajomość swoich słabych i mocnych stron i akceptacja całego spektrum, zamiast noszenia masek oraz stosowania gry pozorów
  • holistyczne patrzenie na człowieka, zamiast traktowania pracowników jak robotów odseparowanych od innych sfer życia
  • otwartość połączona z życzliwością – relacja partnerska, zamiast relacji feudalnej
  • nastawienie na komunikację a w efekcie na zrozumienie, zamiast wydawania nieprecyzyjnych poleceń i egzekwowania ich realizacji za pomocą kija i marchewki
  • umiejętność inspirowania ludzi przez przykład własnej osoby, zamiast postawy “pracuję, bo mi płacą” lub/oraz „wymagam, bo Ci płacę”.

Stare powiedzenie “ryba psuje się od głowy” wciąż jest aktualne, przy czym świat idzie do przodu i obecnie nie wystarczy, aby menadżerowie świecili przykładem przez ostentacyjne zostawanie w pracy po godzinach, lub wysyłanie maili do zespołu w środku nocy. Takie sztuczki z młodą generacją coraz bardziej świadomych siebie pracowników już nie przejdą. Ilość czasu przesiedzianego za biurkiem nie jest wyznacznikiem zaangażowania i nie może być źródłem inspiracji.

Photo by David Fartek on Unsplash

Wchodzimy w erę, w której udawanie nie będzie miało dłużej racji bytu. Młode pokolenie jest świadome siebie i świetnie odczytuje energie, jakie je otaczają. Jeżeli pracownik nie mówi o swoich odczuciach wprost, to prawdopodobnie dlatego, że czuje się “niewidziany”, w związku z tym po cichu szuka już nowego pracodawcy. Najświeższe dane statystyczne potwierdzają tą prawdę, w niektórych branżach rotacja pracowników osiągnęła poziom 50%.

Dlatego nadszedł czas, aby menadżerowie zaczęli przyglądać się swojemu wnętrzu i podjęli pracę nad sobą, jeżeli faktycznie myślą o wprowadzeniu realnych i efektywnych zmian w swoich organizacjach. Wcześniej czy później do zmian musi dojść, bo taki trend wyznaczają nowoczesne firmy tzw. turkusowe organizacje, do których młodzi ludzie lgną, a tak na marginesie – wcale im się nie dziwię.